poniedziałek, 28 października 2013

7. Początki kłopotów.


         William doskonale wiedział, że pociąg do Hogwartu odjeżdża tylko raz w roku z peronu dziewięć i trzy czwarte. A jednak  stanął przed barierką, mając nadzieję, że… W sumie sam nie wiedział, dlaczego.
Zrobił pierwszy krok. Za nim następny, potem kolejny… Stąpał coraz pewniej. Wyciągnął nogę, odzianą w czarnego glana, i natrafił na ścianę. Stanął. Spróbował jeszcze raz, lecz ponownie spotkał się z murem. Przyjrzał się przejściu na peron dokładniej i odkrył, że z boku znajdowało się wąskie, podłużne wgłębienie. Podszedł bliżej, nie bacząc na podejrzliwe spojrzenia mugolskiego ochroniarza. Wyciągnął rękę i smagnął bladym palcem dziurę. Nagle przyszła mu do głowy błyskotliwa myśl.
         Wyciągnął swoją lipową różdżkę i szybko wsunął ją do rękawa czarnego płaszcza. Spojrzał na mugola, teraz palącego papierosa, i w chwili, gdy ten skoncentrował się na wytwarzaniu z nikotynowego dymu małych obłoczków, rzucił zaklęcie:
           Petrificus totalus!
         Mężczyzna, rażony urokiem, upadł sztywno na ziemię. Will uśmiechnął się z satysfakcją pod nosem, po czym przyłożył swoją różdżkę do wgłębienia. Mur lekko zafalował. William, ucieszony swoją inteligencją, przestąpił barierkę.
Znalazł się na opustoszałym, lekko zaniedbanym dworcu. Podłoga nie lśniła czystością, lampy migotały, zamiast świecić równomiernym światłem. Kamyki z torów kolejowych porozsypywane były po całym peronie. Pomyślał, że ktoś sprząta to miejsce tylko przed 1 września, przerwą świąteczną i początkiem wakacji. Był trochę zszokowany, patrząc na obecny stan peronu i wiedząc, że niedawn0o był sprzątany. Rozejrzał się jeszcze raz dookoła i jego wzrok przykuł ciemny kształt człowieka, siedzącego przy granicy kamiennego murka.
Podszedł bliżej niego i rozpoznał w nim mężczyznę. Pijanego mężczyznę.
Powoli usiadł obok niego.
           A co ty tu robisz? –  zapytał go mężczyzna wyjątkowo pijanym głosem. I bekając przy okazji. William spojrzał na niego z obrzydzeniem, jednak szybko zmienił postawę. Może czegoś się od niego dowie?
           To samo, co ty –  odpowiedział pewnie. –  Kim jesteś?
           Ja? –  zaśmiał się chrapliwie. –  Czekam na pociąg.
           Co?
           Jestem maszynistą –  czknął.
         William nie mógł uwierzyć we własne szczęście.
           Ekspresu Hogwart? –  zapytał z niezatuszowanym niedowierzaniem.
         Mężczyzna spojrzał na niego rozbieganym wzrokiem.
           Wiesz, co ja mam za życie? Płacą mi grosze, a dziewięć dni w roku spędzam w pociągu. Cały czas. Zawożę dzieci, wracam. Przyjeżdżam po dzieci, zawożę. Za dziewięć dni zabranych z życie dostaję marne paręnaście galeonów. Ale ty – lekko zakrztusił się własną śliną – ty nie wiesz, jak to jest. Nie masz pojęcia…
         Ponownie czknął głośno, a William poczuł silny zapach taniego alkoholu. Mężczyzna sięgnął po nową butelkę, siódmą z kolei, jak zauważył William. Przez parę minut dało się słyszeć tylko odgłos połykania.
         – Jesteś nikim – stwierdził chłopak. Widząc błędne i urażone spojrzenie maszynisty, sprostował: – To znaczy... Dla czarodziei, dla Dumbledore'a, jesteś nikim ważnym. Z twoich opowieści wynika... – Nie dokończył jednak, ponieważ przerwał mu brzęk tłuczonego szkła.
         Mężczyzna wstał. Zachwiał się przy tym niebezpiecznie, jednak zdołał utrzymać równowagę. Uniósł przybrudzony palec i wskazał nim na Williama, drgając. W jego oczach momentalnie pojawiła się wściekłość pomieszana z bólem. Otworzył usta, najprawdopodobniej chcąc mu coś wygarnąć, jednak pokręcił tylko głową. Odwrócił się i, zabierając ze sobą resztę pełnych butelek, odszedł do swojego koczowniczego miejsca pod jednym z filarów.
         William krzyknął za nim, ale mężczyzna udawał głuchego. Spróbował jeszcze raz; nie uśmiechało mu się latanie za jakimś starym, lekko zwariowanym, a w dodatku pijanym maszynistą. Gdy mężczyzna znowu nie zareagował, Will wstał, już nieźle zirytowany, i podszedł szybkim krokiem do niego.
         – Ej – zaczął niespokojnie, przytupując swoim glanem – nie masz prawa mnie tak zbywać. Rozumiesz? Ja tu rządzę.
         Mężczyzna spojrzał na niego.
         – Przyszedłem tu po twoją pomoc. Słyszysz mnie?
         Mężczyzna kiwnął lekko głową, aczkolwiek Will doszukał się w tym geście wyrazów łaski. Prychnął pogardliwie.
         – Musisz – widząc potępiający wzrok maszynisty, nacisnął: – Tak, musisz. Jesteś zdany teraz na moją wolę. Musisz powiedzieć mi, jak dotrzeć do Hogwartu.
         Mężczyzna zaśmiał się chrapliwie. Gestem pokazał, by usiadł. William skrzywił się, czując wyziewający odór alkoholu z ust rozmówcy, jednak nie skomentował tego i potulnie przysiadł na skrawku brudnego koca. Mężczyzna, będąc w pijackim amoku, próbował zarzucić rękę na ramię chłopaka. To był największy błąd, jaki popełnił w życiu. W tym momencie przekonał się, że William Salvalez nie ma najmniejszych skrupułów przed czynieniem zła. „W co ja się wpakowałem…” – pomyślał, jednocześnie przypominając sobie w pamięci adres jego niedoszłego współpracownika.
         – Chłopcze – czknął; William docenił to, że tym razem starał się zachowywać ciszej – znam kogoś, kto ci pomoże. Wiedz jednak…
Uniósł palec; chłopak przewrócił oczami. Mężczyzna ewidentnie próbował go wystraszyć.
– Że nie za darmo – dokończył.
– Cena nie gra roli – zapewnił gorliwie kręcący się niespokojnie William. Mężczyzna spojrzał na niego badawczo, ale powrócił do mówienia.
         – Tu masz adres – wyrwał jedną kartkę z oprawionego notesu, po czym różdżką nabazgrał parę słów. – do mojego… znajomego. Tak, znajomego.
         Rozkojarzył się. William musiał pstryknąć mu palcami przed nosem, by ten powrócił do rzeczywistości.
         – O czym to ja mówiłem? Ach, tak, no więc, ten znajomy ma wiele kontaktów z… różnymi typami. Tak, więc… No, tu masz namiary – przekazał kartkę chłopakowi – i musisz tam dotrzeć do jutra.
         Will spojrzał na kartkę. Od razu rozpoznał ulicę, która, na jego szczęście, znajdowała się w Londynie. Na twarzy wykwitł mu pokrętny uśmieszek. Podniósł wzrok znad kawałka papieru, ale mężczyzny nigdzie nie było. Rozejrzał się, jednak nie dostrzegł niczego podejrzanego. Poczuł lekki strach, więc czym prędzej wyszedł z peronu dziewięć i trzy czwarte na mugolski dworzec.
         Nie zauważył walającego się koło koca papieru z dopiskiem:

„Will,
Uważaj na mojego znajomego. Nie powiedziałem ci, ale kiedyś działałem w mafii. On jest jednych z nich.”
***
Hermiona szła zagubiona szkolnym korytarzem. Mimo wykazanej odwagi wobec wczorajszego incydentu, czuła, że była ona jedynie powierzchowna. Bała się. Cholernie się bała. A najgorsze było to, że nie chodziło o Dracona Malfoya.
         Bała się wszystkiego po trochę.
         Bała się o rodziców, którzy ostatnie dwa tygodnie wakacji spędzili na zjeździe zapalonych miłośników jakiegoś zespołu muzycznego, pozostawiając ją samą w domu. Od dawna nie dostała od nich żadnego listu. Nie wiedziała, czy wrócili. Nie wiedziała, czy nic im się nie stało.
         Bała się o Harry’ego i Rona. Nie miała pojęcia, dlaczego ją nagle odstawili na rzecz Heks, ale na pewno nie było to nic bezpiecznego. Bała się, że zrobią krzywdę sobie i innym. W szczególności jej.
         Bała się swoich uczuć. Pomimo, że czuła strach przed Malfoyem, wiedziała, że nie może przejść obok niego obojętnie. Nie była stalową damą. Podobał się jej, jak każdej dziewczynie –  młodszej czy starszej, mugolce, czy czarownicy. Ale co z tego, skoro miał beznadziejny charakter, okrutne zachowania i czarno magiczne zapędy?
         Wiedziała, że nie może mówić o zakochaniu. Ani nawet o zauroczeniu. Miała szesnaście lat, to już nie czas na żałosne pytania o „chodzenie”! Po prostu się jej podobał. Tak, właśnie.
Bała się również dziennika. Bała się o swoją psychikę. Bała się… że zostanie całkiem sama. Tak, tego najbardziej się obawiała. Póki co miała jeszcze Blaise’a, Ginny i Pansy, ale niczego nie mogła przewidzieć.
           Eh… –   westchnęła cichutko. Od czasu do czasu przechodzili koło niej uczniowie, głównie Krukoni i Puchoni. Doszły do niej słuchy o jakimś tajnym stowarzyszeniu dla członków tych domów. Nie przejmowała się tym zbytnio, jednak jej wrodzona ciekawość została wyprowadzona na wielką próbę. Iść i podsłuchać czy zająć się własnymi sprawami?
         – Hej… –  od konieczności wyboru wyrwał ją nieśmiały głos jakiegoś chłopaka. –  Ty jesteś Hermiona Granger, prawda?
         Spojrzała na niego. Był bardzo uroczy; miał rozczochrane, bardzo jasne włosy („Takie jak Malfoya” –  porównała od razu) i duże, brązowe oczy. Oszacowała, że uczęszcza na siódmy rok.
         – Tak, to ja. – Nie uznała za stosowne wgłębianie się w dalszą znajomość. – Coś chciałeś?
         – Och… – speszył się Ślizgon, jak rozpoznała dziewczyna po naszywce domu na jego szacie. – Miałem ci tylko to przekazać.
         Podał jej ciasny zwinięty pergamin, związany elegancką, czerwoną wstążką.
         – Dzięki – mruknęła Hermiona, ruszając dalej i nawet nie patrząc na chłopaka. Jednak przeszła może z dziesięć metrów, gdy usłyszała krzyk chłopaka:
         – Hermiona!
         Odwróciła się z niechęcią; naprawdę nie miała ochoty na pogaduszki, a do tego zaskoczyła ją niejaka bezpośredniość Ślizgona.
         – Poczekaj, ja… ee… – zająknął się i Hermiona mogła by przysiąc, że słyszała, jak przełyka ślinę. – No bo… ja, ty… No, niechciałabyśmożepójśćzemnąwybraćsięnaspacerzemną?
         Hermiona dojrzała w jego oczach bardzo urocze błyski i humor powoli się jej poprawiał. Zaśmiała się lekko, nie chcąc spłoszyć chłopaka.
         – Mógłbyś powtórzyć? Nie za bardzo zrozumiałam – powiedziała wesoło.
         Chłopak zarumienił się ze wstydu, ale powtórzył, tym razem wyraźniej:
         – Chciałabyś może pójść ze mną na spacer?
         Gryfonka spojrzała na niego zaskoczona, a w myślach analizowała sytuację. W sumie, co jej szkodzi. Jeśli ten Ślizgon coś kombinował, miała różdżkę w kieszeni. A tak, był przystojny, nie tak obrzydliwie pewny siebie jak Malfoy, jego nieśmiałość była wręcz słodka i, co najważniejsze – nie przedstawiał sobą przeciętnego Ślizgona.
         – Właściwie to… dobrze – odparła z uśmiechem po chwilowym zastanowieniu. Chłopak odwzajemnił jej gest.
         – To może dzisiaj o szesnastej, pasuje ci?
         – Jak najbardziej – odpowiedziała, ciągle uśmiechnięta, z całkiem przywróconym humorem. Spojrzała na niego jeszcze raz i dostrzegła, że jego twarz wygina się w radosnym grymasie, oczy błyszczą, a za plecami ukradkowo zaciska kciuki. Roześmiała się cicho i puściła mu oczko, po czym każdy ruszył w swoją stronę.
         Nagle coś do niej dotarło. Błyskawicznie odwróciła się i, gdy ujrzała chłopaka na końcu korytarza, wrzasnęła:
         – Ej! Nawet nie wiem, jak masz na imię!
         Ślizgon odwrócił się; był rozbawiony.
         – Angue*, po prostu Ang.

         Za zakrętem dziewczyna wydała cichy okrzyk podniecenia. Zainteresował się nią przystojny chłopak, zaprosił na randkę… Czuła się trochę jak we śnie. Angue… intrygujące imię. Gdzieś już czytała… Z jej gardła ponownie wydobył się pisk. Chociaż miała wrażenie, że skądś zna tego chłopaka. „Pewnie ze szkoły, głupia – też chodzi do Hogwartu”.
         Spojrzała na list. Wyglądał on bardzo uroczyście, więc nic dziwnego, że się przestraszyła. Drżącymi palcami odwiązała ciasno zwiniętą wstążkę i rozprostowała pergamin. Przebiegła wzrokiem po liście. Zmarszczyła brwi. Podniosła wzrok i zagapiła się w ścianę. Kilkanaście minut później siedziała zamyślona w swoim dormitorium.

***

Przepraszam z całego serca. Wiem, że Was zawiodłam. Przyznaję się, nie mam pomysłu, jak to potoczyć dalej, w głowie siedzi mi jedynie epilog. Jednak zakończę to opowiadanie, tak bardzo chcę je zakończyć. Notka chyba o połowę krótsza niż normalnie. Zadowolona jestem tylko ze sceny z Willem. Nie wiem, po co wprowadziłam Angue, nie mam pojęcia, po co jeszcze bardziej plączę. Chciałam już coś dodać, więc nie napisałam więcej, bo nie dałam rady. Jeszcze raz przepraszam i zrozumiem, jeśli nie będziecie chcieli tego czytać. Myślałam, że jak poruszę tylko wątek Dramione, będzie to nudne. Okazało się, że dodałam za dużo wszystkiego, już czasami sama się mieszam. Naprawdę przepraszam. Postanowiłam, że od dzisiaj, od tej notki, postaram się ograniczyć opisywanie życia bohaterów pobocznych. Nie wiem, co sobie myślałam - sama nie lubię w Dramione czytać o kimś innym niż Dramione (chyba, że jest ważny dla fabuły, jak na przykład Will czy Dumbledore). Pozdrawiam i śmiało mogę powiedzieć, że kocham Was za to, że może jeszcze ze mną jesteście.
Pozdrawiam gorąco (przyda się na chłodną jesień) i wszystkim innym, którzy piszą, życzę wiele weny, ponieważ sama nie daje sobie bez niej rady.
Cave
PS. Nawet nie sprawdziłam notki, więc jeśli widzicie jakiekolwiek błędy, napiszcie ;)

9 komentarzy:

  1. Jezu, doczekałam się! Czekałam tak długo codzienne sprawdzanie czy nie ma rozdziału :< A co do rozdziału to super! Cieszę się, że już jesteś i życzę weny :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju, kolejna za surowa dla siebie.Piszesz ciekawie i masz orginalne pomysły. Mnie osobiście nie przeszkadza, że na Dramione trzeba troszkę poczekać- ja tłumaczę to tak, pewne rzeczy muszą się przedtem wydarzyć. Angue.. Mionie podoba się Malfoy, a on jest do niego strasznie podobny.. Szczerze byłam trochę zdziwiona, że go nie kojarzyła i myślałam, że to jakaś sztuczka Malfoya xD Moment, w którym Ang zapraszał ją na spacer do bólu przypominał mi ten, w którym Harry próbowała zaprosić Cho na bal w 4 części... Ogólnie rozdział bardzo fajny, mam nadzieję, że wena przyjdzie. Będę cierpliwie czekać :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej bardzo bardzo proszę: Wpadnij na mój blog i oceń! :) Szczerze nie wiem, jaki jest i mam nadzieję że pomożesz mi się dowiedzieć :) http://dracoihermionasielofciajaxd.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że dodałaś rozdział 7 :) I nie oceniaj się tak surowo, ten wyszedł Ci bardzo dobrze. Błędów również się nie dopatrzyłam, jest ok :D
    A i ten cały Ang jest taaaaki słodki. Już go polubiłam. A i teraz zauważyłam, że przy imieniu Angue jest *, jednak nie ma pod rozdziałem wytłumaczenia, czy jakiejś tam dopiski na ten temat :)
    Pozdrawiam magicznie i życzę żeby wena przyszła do Ciebie jak najszybciej i na jak najdłuższy okres czasu :)
    ~hope~

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudo <3


    A przy okazji polecam swojego bloga:
    http://historiamilosnapannyblackdragon.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę przyznać, że mnie wciągnęło, na pewno będę tu zaglądać. Podoba mi się przede wszystkim Twój styl pisania. Jest ciekawie, jest akcja. A Hermiona mnie już w ogóle rozbawiła. Powiem tak jak na dziesiątkach innych blogów, przepraszam, że nie komentowałam poprzednio ale za każdym razem gdy czytam to jestem na telefonie.
    Jednak wiedz, że teraz nie tak łatwo się ode mnie uwolnisz. historia mi sie podoba więc ( buahahahahah ) będe Cie nawiedzać w nocy byś pisała rozdziały.
    Zapraszam do siebie.
    Pozdrawiam i życze dużo, dużo i jeszcze raz tyle weny.
    http://jak-slizgon-zakochal-sie-w-gryfonie.blogspot.com/
    ~Eve lin.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do Liebsten Award
    http://hp-i-szmaragd.blogspot.com/2013/12/liebsten-award.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Świat Rowling w nowym świetle? W niebie wiedzą, jak to wygląda -> http://heaven-knows-niebiosa-wiedza.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Rose Weasley jest ironiczna, złośliwa i uparta. Scorpius Malfoy jest... zagadką. Przekornie udaje, że nikt nie pamięta przeszłosci jego ojca. Jak wygląda Hogwart po latach? Kto do kogo czuje mięte? Kim są dzieci bohaterów wojennych? Wpadnij, a dowiesz się wszystkiego.
    https://rose-to-nie-rosie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń