poniedziałek, 13 maja 2013

4. Wspomnienia.






WAŻNE! Zmieniam swój nick na: Cave Inimicum. Jest to zaklęcie, które wyczarowuje barierę sygnalizującą pojawienie się w okolicy innych osób. Moja nazwa, Mionka M., wydała mi się taka... Pospolita? Zwyczajna? Nie wiem, ale bardzo mi się podoba nowa nazwa. :D Zmieniłam także zdjęcie profilowe, ponieważ strasznie mi się spodobało. :D

***
Ciemna postać żwawo maszerowała przez mroczną aleję. Wyglądała na nieco zdenerwowaną, a może nawet przestraszoną. Swe kroki kierowała do opuszczonego domu, stojącego pośród zarośniętego ogrodu. Sam budynek prezentował się dość marnie. Dolne okna zabite były poziomymi, spróchniałymi deskami, a górne szyby zostały powybijane z metalowych krat. Obdrapany tynk odłaził płatami ze ścian. Niegdyś czerwone dachówki pokryte były czarnymi glonami i obleśną, brązową mazią. Wiele z nich, potłuczonych, dostrzec można było na podjeździe przed domem. Z lewej strony budynku, w ścianie, wyżłobiona była wielka dziura pochłaniająca całe boczne skrzydło posiadłości. Jednak pomimo strasznego wyglądu, idąca osoba nie zlękła się i wkroczyła do budynku stanowczym krokiem przez rozwalone drzwi. Przystanęła na chwilę w miejscu, rozglądając się dookoła z trwogą. Hol wcale nie prezentował lepiej. Schody prowadzące na wyższe kondygnacje przywalone były gruzem i odłamkami drewnianych mebli. Na podłodze pokładały się ogromne ilości potłuczonych drobiazgów, poszarpanych tkanin i połamanych desek. Postać przełknęła głośno ślinę. Nagle usłyszała trzask dochodzący z góry. Wzięła głęboki oddech i podniosła drabinę leżącą obok zniszczonego fortepianu. Przystawiła ją do ściany i wdrapała się ostrożnie po chybotliwych szczeblach pod łuszczący się sufit. Popukała chwilę w twardą powierzchnię, aż usłyszała charakterystyczny pusty dźwięk. Na jej twarzy wykwitł uśmieszek pełen satysfakcji. Powoli otworzyła klapę. Na jej twarz padł zabłąkany promień niebieskawego światła. Był to młody chłopak, może szesnastoletni, o czarnych oczach i ciemnych włosach. Miał lekko zarysowaną, trójkątną szczękę i bladą cerę. Był mocno przejęty i przestraszony. Niezgrabnie wygramolił się przez klapę na brudną podłogę. Gdy stanął pewnie na nogach, spojrzał w kąt pokoju. Na metalowym krześle, owiniętym w różne poszarpane koce, siedział człowiek w średnim wieku. Ponieważ był skąpany w cieniu, chłopak nie mógł zobaczyć jego twarzy. Siedział nieruchomo, milcząc. W końcu odwrócił w jego stronę swoją głowę. Wyglądem przypominał węża, aczkolwiek było to na pewno złudzenie. Chłopak był pewny, że siedzi przed nim człowiek. Miał delikatnie zabarwioną skórę na niebiesko, także wyglądał dość... niecodziennie. Czerwone oczy mężczyzny świecił lekko w blasku świeżo zapalonej świecy. Wstał i podszedł do lekko zestresowanego młodzieńca.
– A więc to jest mój siostrzeniec, William Salvalez...
Okrążył chłopaka dookoła. Ten postanowił nie zdradzać, jak bardzo się boi – nie chciał źle wypaść. Stał sztywno, twardo wpatrzony w jeden punkt przed sobą. Czarny Pan uniósł bezlitosnym ruchem jego podbródek i spojrzał mu głęboko w oczy, używając legilimencji. Chciał sprawdzić, czy ten chłopak, jego RODZINA... "Jak dziwnie to brzmi" – pomyślał Voldemort. "Rodzina..." Czy chłopak ma czyste zamiary, czy jest wysłannikiem Dumbledore'a? Nie zauważył w jego umyśle niczego podejrzanego, ale postanowił pogrzebać jeszcze w jego wspomnieniach. Nagle zatrzymał się na jednej myśli. Przedstawiała ona chłopca i dziewczynkę, idących ulicą...
"Mała, brązowowłosa dziewczynka skocznym krokiem przemierzała ciche ulice Londynu w towarzystwie równie młodego chłopca. Co jakiś czas zatrzymywała się, zbierając z ziemi kasztany i wybierając co ładniejsze liście; chciała zrobić z nich bukiet. Czarnowłosy chłopiec w milczeniu przyglądał się jej poczynaniom. Widać było, że był osobą mało towarzyską. W panującej ciszy nie było słychać nawet wiatru, aż do czasu, gdy przerwał ją krzyk uszczęśliwionej dziewczynki:
Willi! Zrobiłam bukiecik! – Nagle dziewczynka stanęła w bezruchu. Chłopiec szybko znalazł się przy niej. – Jak myślisz... spodoba się tacie?
William zapatrzył się w dal. Dopiero, gdy dziewczynka szturchnęła go lekko w żebro, oprzytomniał:
No pewnie, że się spodoba! – Wtem zastanowił się. – Chociaż... Wiesz, nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby dawać ojcu teraz te liście. Jest zajęty.
A czym się zajmuje...? – Dziewczynka popatrzyła na niego niewinnymi oczami.
No jak to czym? – spojrzał na nią z niezrozumieniem. – Czarną Magią, przecież!
Will... Ja nie chcę się uczyć tej całej Czarnej..."

Nagle poczuł silny wstrząs. Spojrzał zszokowany na chłopaka, który nie wiadomo jak znalazł się na kolanach. Uklęknął koło niego i dostrzegł, że chłopak płakał. W ogóle nie rozumiał jego reakcji na to wspomnienie. Co było w nim ważnego? Domyślał się, że chodziło o tę dziewczynkę. Słyszał, że Larysa urodziła Williama i córkę, ale nigdy jej nie próbował szukać. Uważał, że była za słaba by mu służyć, bo co może jakaś dziewczynka, wychowywana bez rodziców? Jednak w całym jego siostrzeńcu było coś dziwnego. Wyglądał jak śmierciożerca. Czarne, dłuższe włosy, równie czarne oczy, mały nos i blada cera. Ubrany obowiązkowo w na czarno. Było w nim coś niepokojącego.
– Williamie – zaczął uważnie – po co się tu zjawiłeś?
–  Ja... chciałbym... – Widać było, że chłopak wahał się chwilę. Byś może wspomnienie z dzieciństwa zaburzyło lekko jego decyzję. – Zostać śmierciożercą.
Voldemort zamarł. Tego się nie spodziewał. To był jeszcze młody chłopak, nie wiedział, na co się narażał... Larysa nie chciałaby, by jej syn został jego sługą...
– Chcę zostać śmierciożercą, bo odnajduję w tym swoje powołanie – ciągnął William coraz pewniej. - Chcę nim być. I proszę o przyjęcie.
Lord Voldemort nie miał serca. Ani duszy. A jednak... coś było w tym chłopaku, co kazało mu odmówić. Żal, współczucie, litość? Tylko dlaczego...?
– Williamie, nie. Nie przyjmę cię do moich szeregów. Odmawiam ci, bo wiem, że ta dziewczyna... twoja siostra, jak sądzę? - ciągnął nie czekając na odpowiedź. - Jest dla ciebie ważna. Śmierciożerca nie może mieć uczuć, bo nie wytrzymałby psychicznie. Odpuść.
William skamieniał. Zupełnie się nie spodziewał odmowy. Nie ze strony największego z czarnoksiężników. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Spojrzał na Czarnego Pana i pomyślał, że to przez jego durną siostrę nie może być jednym z NICH...
– Żałuj – syknął i spuścił się klapą w dół. Wraz z trzaskiem zamykanej podłogi w pokoju zapanowała ciemność.

***

Hermiona wraz z tłumem innych uczniów weszła do sali Transmutacji. Usiadła w ławce w przedostatnim rzędzie i wyjęła podręcznik. Spojrzała do kieszeni szaty, lecz nie było tam jej różdżki. Oczy dziewczyny rozszerzyły się w szoku. Była pewna, że ją brała z dormitorium... Nie mogła jej zgubić, nie mogła... Wtem spojrzała w górę i napotkała wzrok Harry'ego. Speszony chłopak odwrócił wzrok, zajmując się rozmową z Ronem. Rozejrzała się po klasie i dostrzegła swoją różdżkę w rękach Heks. Wkurzona wstała, kierując swe kroki w stronę znienawidzonej dziewczyny. Ta zauważyła już Hermionę. Uśmiechnęła się szyderczo i zakręciła patykiem w palcach. W brązowowłosej zawrzało. Co ona sobie wyobraża? Ale postanowiła być spokojna.
– Heks, oddasz mi moją różdżkę? – zapytała grzecznie.
– A co mi za to dasz? – odpowiedziała pytaniem. – Znalazłam ją.
Hermiona poczuła, jakby ktoś oblał ją zimną wodą. Jak można być aż tak bezczelnym?
– Oddawaj ją, dobrze wiem, że mi ukradłaś różdżkę – syknęła. Wszyscy uczniowie patrzyli teraz w ich stronę.
– Masz dowody? – zapytała, a na widok wściekłej miny Hermiony, uśmiechnęła się z samozadowoleniem. – Tak myślałam. I co teraz zrobisz?
– Bierz te łapy z mojej różdżki! – Hermiona nie wiedziała dlaczego, ale czuła do tej dziewczyny szczególną niechęć. Nie mogła przeboleć, że teraz to tamta triumfowała. Heks podniosła się ze swojego miejsca. Była trochę wyższa od Hermiony, przez co poczuła się jeszcze pewniej. Czerpała niesamowitą korzyść z patrzenia na bezsilność koleżanki.
– Nie tak ostro, siostro – warknęła, po czym dodała, szepcąc jej do ucha: – Nie chcemy, żeby przypadkiem ci się coś stało, prawda...?
Hermiona odsunęła się od niej na bezpieczną odległość. Heks nadal bawiła się jej różdżką, patrząc przy tym w oczy rywalki. Nagle, gdy Hermiona już chciała wyrwać jej magiczny patyk, ziemia zawirowała. Wszyscy patrzyli z przerażeniem, jak obie dziewczyny unoszą się w górę. Dookoła kłębiła się mlecznobiała mgła, nadając sytuacji potworny wyraz. Hermiona nie była zdolna do trzeźwego myślenia. Czuła tylko paraliżujący strach, nigdy czegoś takiego nie doświadczyła. Co to było? Wtem przed jej oczami zaczęły przelatywać obrazy z dzieciństwa. Dostaje pierwszego misia... Idzie do pierwszej klasy mugolskiej szkoły... Poznaje przyjaciół... Pierwsza kłótnia jej rodziców... Tata rzucający w nią wazonem... Policja, zabierająca rodziców na izbę wytrzeźwień... Tego było dla niej za dużo. Wszystkie wspomnienia, które chowała głęboko w swojej podświadomości, powróciły ze zdwojoną siłą. Po twarzy pociekły jej łzy. Miała ochotę zasnąć i nigdy się nie obudzić, byleby tylko nie oglądać tych strasznych chwil. Jej pierwszy chłopak, który zdradził ją z przyjaciółką... Jej mama, krzycząca w ekstazie, że nie chce jej znać... Krew na dywanie, a dookoła pełno opróżnionych butelek... Pani z opieki społecznej, próbująca zabrać ją do sierocińca... Hermiona nic nie widziała przez łzy. Nie mogła się opanować. Czuła się, jakby ktoś położył ją w kupce rozżarzonego węgla, karząc przeżywać jeszcze raz całe jej beznadziejne dzieciństwo. Nagle wszystko ustało. Mgła zniknęła, a dziewczyny spadły na podłogę. Heks od razu wstała i otrzepała szatę. Jedyną oznaką, że coś się działo, był jej przerażony wzrok. Złapała za swoje rzeczy i wyszła szybkim krokiem z klasy. Harry i Ron od razy za nią wyszli. Wciąż nie mogli wybaczyć Hermionie sytuacji z pociągu. Dziewczyna natomiast, w przeciwieństwie do Heks, nie mogła podnieść się z podłogi. Łzy zalewały jej całą szatę. Wyglądała, jakby w ciągu tej jednej minuty, przeżyła więcej niż ktokolwiek z innych uczniów w ciągu swojego życia. Nikt nie śmiał podejść i pomóc jej.
Do klasy weszła profesor McGonagall. Widok, jaki zastała, przyprawił ją o palpitację serca. Co prawda, po incydencie w Wielkiej Sali, niezbyt lubiła Hermionę, ale to jej uczennica! Od razu podbiegła do małego tłumku. Spojrzała po zebranych. Dziwiła się, że żaden z nich nie pomógł pannie Granger. Przecież miała wielu znajomych... Podeszła do niej powolnym krokiem i uklękła. Odciągnęła ręce dziewczyny od głowy i aż się przeraziła. Cała jej twarz okryta była słonymi łzami i smugami rozmazanego makijażu.
– Hermiono... Cicho, spokojnie... Hermiono... – McGonagall głaskała Hermionę po włosach. – Ci, już dobrze, spokojnie...
Uczniowie stali z rozdziawionymi ustami. Byli jeszcze w szoku, po tej mgle, po tej akcji... Nie wiedzieli, co czuła dziewczyna. A ona zdawała się znajdować w innym świecie. Cały czas miała przed oczami smutne sceny z dzieciństwa... A to alkohol, a to kłótnia, a nawet zdrada mugolskich przyjaciół... Widziała przez łzy profesorkę, próbującą ją uspokoić, lecz to było takie odległe...Nagle zachłysnęła się powietrzem. Poczuła, że wraca do klasy. Jakby gdzieś była...
– Hermiono? – zapytała wystraszona Minerwa. – Hermiono?!
Nikt nie wiedział, co się dzieje. "O co w tym wszystkim chodzi?..." – to pytanie krążyło po głowach wszystkich znajdujących się w klasie oprócz Hermiony i... Draco Malfoya. Był zupełnie nieprzejęty całą zaistniałą sytuacją. Stał w małym kręgu, utworzonym przez inne osoby, tylko dlatego, bo Blaise go tam zaciągnął. Co go obchodziła ta szlama...? Z zamyśleń wyrwał go przenikliwy głos pani profesor:
– Zabini, po pielęgniarkę! Już!
Jego przyjaciel wyrwał się z kółka i popędził do Skrzydła Szpitalnego.
– Hermiono, Hermiono... Co się dzieje? Hermiono?... – McGonagall wyraźnie panikowała. Jak dla Dracona, przesadzała. Boże, szlama coś tam zobaczyła strasznego, pewnie jak zginął jej kotek, a ona już wielkie sceny odstawia. No bo, jakie problemy może mieć Panna–Wszystko–Wiem–Najlepiej? Przecież na wszystko zna odpowiedź, nie mogłaby mieć kłopotów. Draco parsknął szyderczo, co przyciągnęło pytające spojrzenia innych Ślizgonów i oburzone Gryfonów. Sam nie wiedział dlaczego, ale po prostu wyszedł z sali. Nie mógł patrzeć na to, jak Granger robi z siebie ofiarę. Chociaż ciekawiło go, czemu nikt z pożal się Boże Gryfonów, albo chociaż z ciotowatych Puchonów, czy głupich Krukonów jej nie pomógł. Szedł ciemnym i pustym korytarzem – w końcu trwały lekcje. W pewnym momencie minął go Blaise z panią Pomfrey, biegnący szybko do klasy. Zabini nawet go nie zauważył. Malfoy zastanowił się, kiedy jemu przyjacielowi zaczęło zależeć na czyimś życiu. Przecież zawsze to był zimny drań, tak jak on. Czyżby ukrywał przed nim swoją drugą naturę?... Dracon nie mógł w to uwierzyć. I nie chciał.

***

Pielęgniarka podbiegła do dziewczyny, nadal leżącej na ziemi. Nie dało się jej podnieść, po prostu nie dało. Odchyliła jej głowę do tyłu i wlała do ust Eliksir Uspokajający. Wtem zaczęło dziać się coś dziwnego. Hermiona wstała i zaczęła kręcić się w kółko coraz szybciej i szybciej... McGonagall i Pomfrey próbowały ją zatrzymać, ale dziewczyna jakby przenikała przez ich dłonie. Dopiero, gdy Zabini rzucił się na nią i przygniótł do podłogi za nadgarstki, przestała. Jej ciało zrobiło się bezwładne i sflaczałe. Nikt nie wiedział, co się dzieje. Pielęgniarka zaczęła panikować. Spojrzała jeszcze raz na eliksir i z przerażeniem przeczytała, że to trucizna. Natychmiast podbiegła do Hermiony i ponownie wlała jej jakąś ciecz do buzi. Tym razem antidotum.
– Patil, biegnij po dyrektora! Hasło to Cytrynowy Sorbet! – wrzasnęła spanikowana. – Zabini, ty najszybciej, jak się da przetransportuj ją do Skrzydła!
Zszokowany Blaise puścił dziewczynę i porwał ją w ramiona. Po raz drugi tego dnia wybiegł przez drzwi od sali. Pomfrey nie straciła jednak zimnej krwi i w ekspresowym tempie wysłała patronusa w kształcie zająca do Szpitala św. Munga, z prośbą o błyskawiczne przybycie paru uzdrowicieli do zamku. Spojrzała po raz ostatni na Minerwę i resztę uczniów, po czym wybiegła w ślad za Ślizgonem.
McGonagall oparła się ciężko o dębowe biurko. Przejechała wzrokiem po uczniach szóstego roku. Było ich całkiem sporo, ponieważ byli to uczniowie ze wszystkich domów, którzy zdali SUMa z Transmutacji przynajmniej na Powyżej Oczekiwań. Wśród nich nie dostrzegła jednak Pottera, Weasley'a i Malfoya... Chociaż nie, nie było też tej całej Heks... Jak je tam było... Ach tak! Stonehard. Nie podobała jej się ta dziewczyna. Źle patrzyło jej z ciemnych oczu. Już przy Ceremonii Przydziału postanowiła na nią uważać, co było o tyle trudniejsze, że Heks była wychowanką jej domu. Obserwowała ją w miarę możliwości i... dowiedziała się tyle, co nic. Minerwa westchnęła ciężko. Co tu się działo zanim ona przyszła?
– Czekam na wyjaśnienia – powiedziała stanowczym, acz ledwo wyczuwalnie drżącym głosem.
***

– Pani Pomfrey...? – zapytał niepewnie czarnowłosy chłopak o ciemnej karnacji. Gdy uzyskał w odpowiedzi słabe kiwnięcie głową, kontynuował: – Co... Co jej się stało...?
Szkolna pielęgniarka zakryła twarz rękami. Z jej gardła wydobył się cichy szloch.
– Och, chłopaku... Takiego ze świecą szukać. Pomimo, że jesteś z wrogiego domu, pozwoliłeś nadszarpnąć swoją opinię, niosąc ją tutaj...
Chłopak cierpliwie czekał, aż wreszcie odpowie na jego pytanie. Po chwili spędzonej na dumaniu, Poppy Pomfrey odezwała się:
– To moja wina. Pomyliłam eliksiry, chociaż byłam pewna, że biorę właściwy... Patrzyłam na nalepkę, było wyraźnie napisane: Eliksir Uspokajający. Chyba, że to ja, na stare lata, już niedowidzę... Och – załkała – ja głupia... Obiecaj mi, że gdy mnie stąd wyrzucą – nie próbuj się sprzeczać – zajmiesz się nią. To naprawdę delikatna i bardzo miła dziewczyna. Czasem w wolnych chwilach przychodziła do mnie podszkolić się eliksirów. Wiesz, chce zostać aurorem...
– Pani Pomfrey! Tam się coś chyba dzieje...
– Bardzo dobra dziewczyna, bardzo... A jaka pomocna... – Kobieta w ogóle nie zwracała uwagi na słowa chłopaka.
– Pani Pomfrey! – wykrzyknął zniecierpliwiony. Gdy pielęgniarka znów nie dała oznak, że go usłyszała, Zabini westchnął i wpadł na salę. Zobaczył, jak uzdrowiciele pochylają się nad dziewczyną i coś tam mamroczą. Podszedł bliżej i zobaczył, że dziewczyna leżała żywa, i się uśmiechała! Poczuł wielką ulgę w sercu. A zaraz się zastanowił: "Dlaczego ja się tak o nią martwiłem? O jakąś... szlamę?". Nie wiedział, dlaczego postąpił tak, a nie inaczej. Wtedy, gdy zobaczył jak Hermiona płakała, poczuł, że musi jej pomóc. Jednak zrobił to dopiero, gdy McGonagall mu kazała... Było mu z tym bardzo źle.
– Za-Zabini...? – jęknęła Hermiona. Wyglądała strasznie. Miała mocno opuchnięte oczy, rozmazany makijaż, upiornie blade policzki... I jej oczy. Oczy jej się nie śmiały.
– Hermiono, ja... - zawahał się. Zaczął rozważać wszystkie "za" i
"przeciw".
– Blaise?...
Chłopak spojrzał na nią ze zdziwieniem. Po tych wszystkich latach, odezwała się do niego po imieniu... "Teraz albo nigdy" – pomyślał.
– Hermiono... ja… Chciałbym cię przeprosić. Wiem, że to za mało, po tym co ci zrobiłem, ale chcę, byś wiedziała, że żałuję każdej sekundy, w której wypowiedziałem w twoją stronę obraźliwe słowo. – wyszeptał chłopak.
Dziewczynie nagle przed oczami stanęło jedno wspomnienie:
„Mały, ciemnoskóry chłopiec bawił się na placu zabaw. Wyglądał na opuszczonego, nie uśmiechał się. Powolnymi ruchami przesypywał piasek przez palce jednej ręki, do drugiej. Niebo było ciemne; zasnuwały je szare chmury. Zbierało się na deszcz. A chłopak siedział i siedział… Wkrótce spadła pierwsza kropla wody. Za nią następna i następna, aż powstała ulewa. Wtedy chłopiec wstał z ziemi i przeszedł na huśtawki. Zdziwił się jednak, gdy zauważył na nich ciemnowłosą dziewczynkę ze spuszczoną głową. Podszedł do niej i poklepał w ramię. Dziewczynka spojrzała na jego wyciągniętą rękę. Nie uściskała jej.
– Czego tu szukasz? – warknęła.
Chłopiec przestraszył się. Ta jej wrogość i agresja… Odsunął się parę kroków w tył.
– Ja… Ty płakałaś, a ja chciałem pomóc – odparł jakby błagalnie. Wyraz twarzy dziewczynki złagodniał. Wyciągnęła swoją małą dłoń w jego stronę. Chłopak przyjął ją z ulgą. Usiadł na drugiej huśtawce i przyjrzał się towarzyszce. Była bardzo ładna. Miała długie, brązowe włosy, brązowe oczy, teraz zasmucone i małe usta. Nawet pomimo tego, że była cała mokra, miała w sobie jakiś urok. Deszcz mieszał się z łzami, tworząc na jej twarzy dziwną plątaninę wód.
– Co się stało? – zapytał chłopak, łapiąc ją za rękę. Odpowiedziała mu jedynie smutnym spojrzeniem. – Hej, co się stało?
– No bo… Moi rodzice…
I tak zaczęła się wieloletnia przyjaźń dwójki nieznajomych. Chłopiec to Blaise, a dziewczynka to Hermiona.”

Wtem nasunęło się jeszcze inne wspomnienie, smutniejsze:

„– Blaise! Blaise! – darła się brązowowłosa dziewczyna, biegnąc przez ciemne korytarze Hogwartu. – Blaise!
Ciemnoskóry chłopak w zielonej szacie zatrzymał się. Poczekał aż Hermiona do niego dobiegnie.
– Blaise… – zaczęła zdyszana. – Mam wrażenie, że mnie unikasz.
Chłopak spojrzał na nią badawczo, po czym rozejrzał się nerwowo dookoła. Akurat nikt nie przechodził; trwały lekcje. Złapał dziewczynę za ramiona i potrząsnął lekko. Wyglądała na zszokowaną. Jej włosy pozostawione były w nieładzie, a oczy wystraszone. Na jej pomiętej szacie widać było naszywkę z nazwiskiem i plakietkę: „1 rok”.
– Hermiono… Nie możemy się spotykać. – powiedział zimnym głosem.
– Ale… – zająknęła się. – Ale dlaczego?...
Blaise puścił ją i wskazał na swoją szatę.
– Jestem Ślizgonem. A ty – tym razem pokazał palcem na jej ubranie – Gryfonką.
– Ale Diable! – wykrzyknęła smutno dziewczyna. Co z tego?
– Posłuchaj! – warknął zniecierpliwiony chłopak. – Ja jestem czystej krwi! Nie mogę… Nie chcę się zadawać z takimi… takimi jak ty!
Dziewczyna zsunęła się po ścianie i zaczęła szlochać. Jej najlepszy przyjaciel zostawił ją, bo była szlamą. Odszedł. I nigdy nie wrócił.”
 – Blaise, ja…  – zawahała się dziewczyna, patrząc w oczy przyjaciela.
***
I jest! Tak długo nie pisana notka… Powstała. Jeśli są jakieś błędy – przepraszam, ale miałam nacisk czasowy, a już nie kontaktuję (za późna pora). Obiecuję, że kiedy tylko wrócę z trzydniowej wycieczki do Krakowa – sprawdzę błędy.
Dedyk dla Finite! – za jej nacisk czasowy i zgodzenie się zostania moją mężo-żoną. Zapraszam na jej blogi: www.women-of-holmes.blogspot.com i www.wojna-zartow.blogspot.com
Pozdrawiam bardzo serdecznie i mam małe pytanie: czy ktoś z Was mieszka w Krakowie? ;>

 

 

Liebster Award

Zostałam nominowana do Liebster Award przez Bella wizzard z bloga: http://zajdziemynakoniecswiata.blogspot.com , za co bardzo jej dziękuję :**
Zasady:
„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

Odpowiadam na pytania:
1. Kim chcesz zostać w przyszłości?
Aktorką. Zdecydowanie aktorką, chociaż pisanie kryminałów też mnie pociąga. Może wydać się to jako szczeniackie marzenia, ale ja myślę o tym na poważnie. Doświadczenie już mam, więc nie będzie trudniej niż powinno być.

2. Jak zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem bloga?

Z tym blogiem? Czytałam dużo Dramione, aż postanowiłam sama napisać coś o tym parringu. Wcześniej pisałam o Lily Evans... Lecz Dramione zaczęło mnie fascynować. Już wcześniej kochałam Draco, więc...Włożyłam w ten blog wiele pracy, bo musiałam sama przejść przez całe ustawianie szablonu i innych rzeczy, całkowicie tego nie umiejąc. Podeszłam do tego naprawdę poważnie, mam napisane całe strony o postaciach, drzewa genealogiczne, rysunki postaci, miejsc, opisy... Miałam cały dziennik o tym blogu, nawet jak nie pisałam jeszcze.

3. Czym dla Ciebie jest pisanie?

Na pewno częścią życia. Piszę od małego i tak naprawdę... Nie wyobrażam sobie bez tego życia. Gdy jest mi źle - piszę, gdy się cieszę - piszę, jestem zła - piszę... To moje oderwanie od rzeczywistości. Od trudów codziennego życia. Jest to także pomysł na dalsze życie. Bardzo chciałabym napisać książkę kryminalną lub science-fiction...

4. Jakie książki czytasz?

Lubię fantastykę, kryminały, science-fiction, czasem nie pogardzę dobrym romansem. Ciekawi mnie mitologia grecka w nowoczesnym wydaniu. Z tytułów to na pewno: "Harry Potter", jest dla mnie zawsze na pierwszym miejscu. Potem jest "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy", wielbię także polską serię: "Felix, Net i Nika"... Klasyka: "Sherlock Holmes". Zabieram się do czytania Szekspira....

5. Jakie są Twoje pasje/zainteresowania?

Aktorstwo - kocham to. Także rysowanie, pisanie, taniec, gimnastyka... Czytanie dobrych książek również mogę zaliczyć do zainteresowań. I wymyślanie. Wszystkiego, począwszy od zwykłych postaciach, przez pojedyncze sceny, kończąc na zawiłych sytuacjach. Właściwie wielką frajdę sprawia mi wymyślanie głupich pomysłów na Dramione. Na przykład ostatnio wymyśliłam Dramione, w którym... Draco byłby Gryfonem i miał charakter Hermiony, a Hermiona byłaby Ślizgonką z charakterem Dracona. Całkiem mi nie pasuje do wersji kochanego przez ze mnie Draco - prawdziwego Ślizgona, ale jest to co najmniej oryginalne i przezabawne :D W mojej głowie rodzą się głupawe i poważne, śmieszne i tragiczne, smutne i wesołe momenty z życia Dramione. Moją pasją jest zbieraniu ich do kupy i pisanie tego bloga.

6. Ulubiona aktorka?

Na pewno Emma Watson. Nie tylko przez rolę Hermiony (chociaż w znacznej części :3), ale przez jej charakter i osobowość. Jest odważna i nie boi się wyzwań. Jeszcze bardziej pokochałam ją po obejrzeniu filmu The Perks Of  Begining a Wallflower. Była boska. Śledzę jej karierę i, jak tylko wychodzi jakiś film z jej udziałem, od razu oglądam. Podziwiam ją za jej umiejętności aktorskie... Mało która aktorka tak wspaniale odegrałaby rolę Hermiony :D

7. Ulubiona postać fikcyjna?

DRACO MALFOY! Wiem, nie jestem oryginalna, ale nie zamierzam. Kocham Dracona za jego tajemniczość, za jego... Wszystko. Każda Dracomaniaczka mnie zrozumie.

8. Masz zwierzątko?

Tak, mam! Kocham pieski i rybki, czyli - a jakże by inaczej - mam w domu dwa akwaria pełne najróżniejszych gatunków ryb i małego pieska o wdzięcznym imieniu Kodi, który ma dwa lata. Nie wyobrażam sobie bez nich życia :>

9. Masz rodzeństwo?

Tak, mam dwóch starszych braci.
A oprócz tego mam również przyszywaną brato-siostrę, siostro-brata i siostrę (właściwie to jeszcze trzy dodatkowe, przyszywane siostry, ale ich nie znam :D).

10. Masz jakieś przezwiska?

O tak, dużo. Najczęściej używanym jest Mionson - nie wiem, skąd się wzięło, nie pytajcie. W każdym razie moi znajomi je bardzo lubią.
Potem jest jeszcze Mionka M., mój poprzedni nick.
Dużo ich przewinęło się przez moje życie, nie będę wszystkich wymieniać.
Miałam nawet Wiewióra, chociaż mam blond włosy -.-, no i teraz jeszcze doszło Cave.
Było też Krówcia... O.O

11. Gdzie mieszkasz?

Wyobrażam sobie, że w Hogwarcie. Aczkolwiek mieszkam jednak w Polsce, w mieścinie nazwanej Głogowem, na Dolnym Śląsku. Nie wiem, czy komuś to coś mówi, ale cóż. :D
PS. Nie jestem mugolem, po prostu uczę się magii w domu. ;>


Nominuję:


Kolejność przypadkowa. Bardzo przepraszam, że tylko tyle, ale nie wiem, kogo jeszcze. Mam tyle zakładek z blogami… że sama się w nich gubię :) Przepraszam, jeżeli kogoś nie wymieniłam, a czytam opowiadanie. Naprawdę nie chcę nikogo urazić.
PS. Bardzo niedługo pojawi si
ę nowa notka, zapraszam :D


Moje pytania:

1.      Dlaczego taka tematyka na bloga?
2.      Czytałaś Harry’ego Pottera po angielsku?
3.      Kim chcesz być?
4.      Czy byłabyś w stanie wymyślić równie piękną historię jak Rowling?
5.      Twój ulubiony aktor?
6.      Ulubiony pisarz – oprócz J. K. Rowling ;)
7.      Mieszkasz w mieście, czy na wsi?
8.      Lubisz swoją/e  szkołę/studia?
9.      Gdzie ostatnio wyjeżdżałaś?
10.    Lubisz swój plecak/torbę? (nie wiedziałam, co dać :D)
11.    Jaki pierwszy blog Dramione przeczytałaś?

Pozdrawiam,
Cave
PS. Mieszka ktoś w Krakowie? Właśnie jad
ę w środę na trzy dni tam :D

PS. 2. Niedługo powiadomię o nominacji, w sobotę najpewniej, jak wrócę z wycieczki.